Europejski traktat konstytucyjny bynajmniej nie umarł. Ma się dobrze i jest przedmiotem kolejnych dyskusji. Na niedawnym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych UE w Klosterneuburgu pod Wiedniem postanowiono przedłużyć "czas na myślenie" o cały rok. Nie po to, aby opracować całkowicie nowy tekst, lecz by nadać obecnemu traktatowi nową formę, łatwiejszą do zaakceptowania dla wszystkich.
Pracują nad tym nieformalne gremia specjalistów. Zbytniego pośpiechu nie widać. Jest dla wszystkich jasne, że do czerwca przyszłego roku nie mogą zapaść żadne decyzje, gdyż w przeciwnym razie kandydaci do schedy po Jacques'u Chiracu zostaliby zmuszeni do zajęcia jasnego stanowiska w sprawie odrzuconej przez społeczeństwo konstytucji. Nikt też nie chce, aby konstytucja stała się tematem francuskich wyborów prezydenckich. Francuzi powinni zająć się tym projektem dopiero po wyborach. Czas potrzebny jest także Holandii, gdzie w maju lub czerwcu przyszłego roku odbędą się wybory parlamentarne.
NIEMIECKI KOMPROMISSytuacja jest więc przejrzysta. Dopiero w czerwcu przyszłego roku, po wyborach we Francji i Holandii, pojawić się może pierwsza oficjalna propozycja kompromisowa. Wtedy Unia liczyła już będzie najprawdopodobniej 27 państw członkowskich, a przewodnictwo w niej sprawować będą Niemcy.
Szef niemieckiego MSZ Frank-Walter Steinmeier już zapowiedział, że właśnie w czerwcu przedstawi "niemiecką" propozycję. Na czym będzie polegała, do końca nie wiadomo.
Jedno jest pewne. Po jej prezentacji czasu na dyskusje nie będzie wiele, gdyż - jak ostrzega minister Steinmeier - tzw. window of ää, czyli sprzyjające ramy czasowe, kończą się latem 2009 r.
Wtedy odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego i urzędowanie obejmie nowa Komisja Europejska. Trudno sobie wyobrazić, aby Europejczycy mieli pójść do urn wyborczych, nie znając konkretnych propozycji dotyczących przyszłych zasad funkcjonowania Unii.
Co więcej, wybory te mogą być doskonałą okazją do połączenia ich z ogólnoeuropejskim referendum w sprawie przyszłości Europy. Jest to pomysł na oderwanie spraw europejskich od bieżących problemów polityki wewnętrznej w państwach członkowskich. W Berlinie nikt nie ma wątpliwości, że nowy traktat europejski musi zawierać najważniejsze postanowienia konstytucji, odrzuconej przez Francuzów i Holendrów, ale zaakceptowanej już przez piętnaście państw UE.
Przyszły traktat musi być także na tyle "nowy", aby wytrzymał krytykę jego przeciwników, widzących w nim swego rodzaju "utajnioną konstytucję".
Spodziewać się można także wielu prób renegocjacji postanowień budzących w przeszłości wiele kontrowersji.
Polska zechce najprawdopodobniej zmienić zasady tzw. ważenia głosów, czyli sposobu głosowania w Radzie. Zdaniem Niemiec może to rozsadzić wyznaczone ramy czasowe i dlatego też Berlin nie zgłosi w swym przyszłorocznym projekcie żadnych istotnych zmian dotyczących sposobu głosowania. Za to w nowym traktacie wyeksponowana zostanie tematyka bezpieczeństwa socjalnego. Ma to ułatwić, zwłaszcza politykom francuskim i holenderskim, przeforsowanie konstytucji w procesach ratyfikacyjnych.
W niemieckiej propozycji uwzględniony zostanie także zgłoszony niedawno przez kanclerz Angelę Merkel projekt wpisania do przyszłej konstytucji odniesienia do wartości chrześcijańskich. W sumie traktat powinien zostać odchudzony, musi być bardziej przejrzysty i zrozumiały dla zdezorientowanych obywateli.
POLSKA OSTATNIA NA PLACU BOJUNa ten temat dyskutować będą w przyszłym tygodniu szefowie państw i rządów UE. Będzie to pierwszy szczyt po referendach we Francji i Holandii. Na stole obrad znajdzie się także tzw. plan D, zaprezentowany już jesienią ubiegłego roku przez komisję. Chodzi o więcej demokracji, dialogu i debat mających przyczynić się do zwiększenia zaufania społeczeństw do przyszłej konstytucji.
Równocześnie w styczniu tego roku Parlament Europejski wezwał do kontynuowania procesu ratyfikacji istniejącego traktatu konstytucyjnego. Te dwie europejskie instytucje dają wyraźnie do zrozumienia, że godzą się na zmiany o wyraźnie ograniczonym charakterze. Nietrudno zauważyć, że grono zdecydowanych krytyków konstytucji wyraźnie się zmniejszyło. Wprawdzie Brytyjczycy i Holendrzy zdążyli już uznać konstytucję za martwą, ale w ostatnim czasie wyraźnie złagodzili swe stanowisko. Na dobrą sprawę na placu boju o zasadniczą przebudowę traktatu pozostała jedynie Polska. Prezydent Lech Kaczyński nie neguje już jednak przy każdej okazji samej konstytucji.
Warszawa musi być świadoma, że pragnąc odgrywać ważną rolę w kształtowaniu wspólnej polityki wschodniej Unii, musi zaprezentować pragmatyczne stanowisko w sprawach konstytucji. Jaka jest bowiem alternatywa? Przedstawił ją niedawno w Berlinie belgijski premier Guy Verhofstadt w swej książce pod znamiennym tytułem: "Stany Zjednoczone Europy". Nie bez przyczyny prezentacja książki miała miejsce w obecności Wolfganga Schäublego, obecnego szefa MSW i jednego z czołowych niemieckich polityków zajmujących się problematyką europejskiej integracji. Teza Verhofstadta nawiązuje do pomysłu Schäublego sprzed lat, utworzenia twardego jądra Europy, złożonego z państw gotowych do ścisłej współpracy. Taka alternatywa nie mieści się w pojęciu polskiej racji stanu.
CORNELIUS OCHMANN, Ekspert Fundacji Bertelsmanna w Niemczech, tłum: p.jen. Polska nieobecna O roli polski w unii europejskiej pisał w opiniachWojciech Sadurski