Publicystyka, Opinie

Dekalog lustracji
07.06.2006, PS
Dekalog lustracji Pranie brudów sprzed kilkudziesięciu lat nie sprzyja umocnieniu trwałych więzi moralnych PIOTR SZTOMPKA (c) ALEKSANDER PIENIEK

Wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że lustracja stała się znów głównym tematem debaty publicznej. Równocześnie w Sejmie trwają prace nad nadaniem coraz bardziej żywiołowemu procesowi lustracji wyraźnych ram prawnych. Może jest to właściwy moment, żeby przypomnieć pewne prawdy oczywiste, tak oczywiste, że niestety najczęściej w debacie ignorowane.

Cywilizacja, w obrębie której żyjemy - zachodnia, chrześcijańska - zdefiniowała swoiste standardy cywilizacyjne, powszechnie dziś uznane w krajach tego kręgu kulturowego. Niektóre z nich odnoszą się wprost do problemu lustracji i pozwalają łatwo odróżnić lustrację "dziką" od cywilizowanej. Znalazłem ich dziesięć i dlatego nazywam ich zbiór dekalogiem lustracji.

I Zasada odróżnienia czynu i winy. Stwierdzenie czynu, np. współpracy z SB, nie jest jeszcze tym samym, co określenie winy. Bo istotne są okoliczności, w jakich do czynu doszło - znane doskonale prawnikom okoliczności łagodzące, a nawet niekiedy wyłączające winę. Albo przeciwnie - okoliczności obciążające, np. pospolite, niegodne intencje sprawcy. Na przykład czyż może być obojętne, czy ktoś kontaktował się z SB, bo chciał zarobić, czy dlatego, że chciał zdobyć cement na budowę kościoła? A poza tym istotne są rzeczywiste skutki czynu, rozmiar szkody, naruszenia czyichś dóbr, pogwałcenia czyichś praw. Tymczasem "dzika lustracja" nie odróżnia czynu i winy. Publikacja list "agentów" - załóżmy nawet, że wiarygodnych i potwierdzonych - oznacza tylko, że ktoś współpracował. I tyle.

II Zasada proporcjonalności kary do winy. Właśnie do winy, a nie samego czynu. Wiemy, jak szerokie "widełki" kar przewiduje kodeks dla każdego czynu przestępczego i wiemy z praktyki orzecznictwa, jak różne kary - właśnie po ustaleniu stopnia winy - wymierzają sądy za te same czyny. Tymczasem publikacja nazwisk "agentów" oznacza karę jednolitą, taką samą dla wszystkich i do tego nie byle jaką. Badania socjologiczne wśród osób skazanych przez sądy pokazują, że dotkliwość infamii bywa często większa niż odebranie wolności. Szafowanie karą "śmierci cywilnej" w kraju, który szczyci się zniesieniem kary śmierci - to jakiś bolesny dysonans.

III Zasada wymierzania kary po ustaleniu winy, a nie przedtem. Tymczasem sensacja prasowa, oparta na donosie, plotce, przecieku, przypadkowym "odkryciu" w aktach IPN, oznacza karę, zanim jakakolwiek procedura sprawdzająca została wszczęta.

IV Zasada prawa do obrony. Pomysł, że osoby z raz publicznie ogłoszonej listy "agentów" dopiero potem będą mogły bronić swojego dobrego imienia w sądach, jest z tą zasadą jawnie sprzeczny. Jest to tylko pozór prawa do obrony. Jaka gazeta zechce nawet na ostatniej stronie zamieścić po latach postępowania sądowego notkę, że osoba kiedyś zdobiąca swoim zdjęciem jej pierwszą stronę jako "agent", oczyściła się w końcu z zarzutów? I jakie to w ogóle będzie miało znaczenie dla złamanego życia takiej osoby?

V Zasada domniemania niewinności. Otóż dopóki wina nie zostanie prawomocnie stwierdzona i wyważona, nawet przyznanie się do czynu nie powinno prowadzić do publicznej identyfikacji sprawcy i jego potępienia. Zabójca czy gwałciciel do momentu prawomocnego wyroku to tylko Stefan S. albo Jan K., a jego wizerunek w prasie czy telewizji jest starannie zamazywany. U nas domysł, donos, plotka czy prywatna lektura akt IPN przez osobę pokrzywdzoną - a więc najczęściej daleką od bezstronności - wystarcza, żeby na pierwszych stronach gazet ukazywały się nazwiska i wielkie zdjęcia domniemanych "agentów".

VI Zasada niezawisłych sędziów. Oznacza ona, że tak ogromnie ważną sprawę, jak ustalanie winy i wymierzanie kary, powierza się tylko tym, którzy posiadają szczególne kompetencje i kwalifikacje moralne, a niezależność zawodowa pozwala wierzyć w ich niezawisłość i obiektywność. Ponieważ nawet w tych wyjątkowych warunkach ludzie bywają omylni, zapewnia się jeszcze wieloinstancyjną kontrolę, możliwość odwołania od wyroków. Tymczasem u nas w procesie lustracji rolę sędziów - i to w majestacie dotychczas obowiązującego prawa lustracyjnego - przejmują dziennikarze i historycy. Rola zawodowa dziennikarza nie jest rolą sędziego, a świat ostro konkurujących mediów może jeszcze dodatkowo sprzyjać poszukiwaniu gorącej sensacji raczej niż zimnej, w pełni obiektywnej i mało ciekawej prawdy.

Z kolei historycy posiadają zawodowe kompetencje i pełną legitymację dla ujawniania mechanizmów społecznych czy politycznych zniewolenia, penetracji środowisk przez peerelowskie służby specjalne itp., natomiast gdy natrafiają "przypadkiem" w aktach IPN na jakieś znane nazwisko i biegną z tym do prasy, to dokonują uzurpacji, bo występują w zupełnie innej roli. Pomysł oddania roli sędziów ustalających winę masom zwykłych obywateli przez pełne, publiczne otwarcie teczek czy "zawieszenie" ich w Internecie, stoi z moją piątą zasadą w jeszcze większej sprzeczności.

VII Zasada przedawnienia win. Zastanawia mnie, dlaczego pospolici przestępcy po pewnym czasie mogą już spać spokojnie, bo karalność ich czynu uległa przedawnieniu albo kara "zatarciu", a w procesie lustracji ściga się za grzechy - większe czy mniejsze bez różnicy - popełnione ileś dziesiątków lat temu. Na jakiej podstawie sądzimy, że jak ktoś bardzo dawno temu "doniósł" - choćby ze skłonności do plotkarstwa - to jakaś niezmywalna skaza pozostaje na nim na całe życie? I dlaczego ma to go do końca życia dyskwalifikować zawodowo, środowiskowo? Czyżby każdy kontakt z SB kwalifikowano jako zbrodnię przeciwko ludzkości, a więc tę kategorię, co do której nie obowiązuje przedawnienie?

VIII Zasada odkupienia win. Uznając nawet, że kilkadziesiąt lat temu ktoś zachował się nagannie czy haniebnie, czy mamy przekreślić to, co potem uczynił dobrego? Domniemani "agenci", których nazwiska i wizerunki trafiają na pierwsze strony gazet, stali się sławni dlatego, że coś społecznie wartościowego, szeroko znanego i uznanego robili później, już w czasach wolności. Czy wiele lat nienagannej moralnie, ważnej, wyróżniającej się aktywności nie powinien skłaniać do wybaczenia, a nawet zapomnienia dawnych win? Przecież za dobre sprawowanie w więzieniu nawet zbrodniarz jest przedterminowo zwalniany.

IX Zasada zadośćuczynienia ofiarom przez krzywdzicieli. Stosuje się ona oczywiście tylko do takich sytuacji napotykanych w toku lustracji, w których istniały ofiary. Nie każdy kontakt z SB prowadził do czyjejś wymiernej krzywdy: nie każda informacja była donosem na kogoś, a nawet nie każdy donos sprowadzał na kogoś kłopoty czy prześladowania. Tymczasem w procesie lustracji tego rozróżnienia nie dokonuje się, przyjmując, że wszyscy domniemani "agenci" byli czyimiś krzywdzicielami i kara "śmierci cywilnej" czy zanegowanie dorobku życia przez publiczne potępienie jest wyrównaniem zadawnionych rachunków. A równocześnie zupełnie jakoś zapomina się, że rzeczywistymi krzywdzicielami byli przeważnie nie tyle "tajni współpracownicy", co całkiem jawni oficerowie prowadzący, funkcjonariusze służb specjalnych uciekający się do gróźb, nacisków, szantażu, a dzisiaj pobierający mundurowe emerytury. Paradoksalnie, domniemani agenci, to także często ofiary systemu, czasów, w których żyli, presji, która przekroczyła ich odporność. Może zasługują choć trochę na współczucie, a nie tylko odwet. I może warto się także zastanowić, czy rzeczywistymi krzywdzicielami nie stają się czasami zbyt gorliwi lustratorzy.

X Zasada bilansowania dalekosiężnych skutków społecznych. Wymóg ten dotyczy oczywiście wszelkich poczynań politycznych. W przypadku lustracji chodzi o wnikliwe rozważenie, jaka jej forma przyniesie najmniejsze szkody dla atmosfery w stosunkach międzyludzkich, więzi moralnych spajających ludzkie wspólnoty, w tym wspólnotę narodową czy religijną. Wzajemne zaufanie, lojalność i solidarność obywateli to warunek dobrego państwa, sprawnej gospodarki i dającego satysfakcję życia codziennego. To także ogromna, stale obecna potrzeba ludzi, która tak wyraźnie ujawnia się w tych wspaniałych, a rzadkich momentach uniesień zbiorowych, których niedawną okazją była wizyta Benedykta XVI. W dniach powszednich mamy jednak w Polsce silny deficyt trwałych więzi moralnych. W moim przekonaniu pranie brudów sprzed kilkudziesięciu lat nie sprzyja ich umocnieniu.

Porównajmy nastrój niedzieli, kiedy żegnaliśmy papieża, i poniedziałku, kiedy powróciło od razu polskie piekło. Skoro jednak lustracji nie da się już uniknąć, bo przemawia za nią inna istotna wartość społeczna - ujawnienie prawdy o przeszłości, to przynajmniej czyńmy to bardziej dyskretnie, z rozwagą, umiarem, w myśl jasnych dla obywateli, sprawiedliwych i cywilizowanych procedur, które wezmą pod uwagę przynajmniej niektóre z tych zasad, jakie wymieniłem wcześniej.

PIOTR SZTOMPKA, Socjolog, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wyższej Szkoły Europejskiej im. Tischnera Czytaj także
  • Szansa dla Kościoła
  • Świtoń: Agentom mówię nie
Aby odczytać cały artykuł prosimy wykupić dostęp bądź zalogować się.