Publicystyka, Opinie

Szansa dla Kościoła
07.06.2006, MS
Szansa dla Kościoła Brak lustracji mógłby spowodować takie odejścia od Kościoła, jak w USA po zatajaniu skandali obyczajowych (c) ALEKSANDER PIENIEK MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI

Lustracja jest dużym wyzwaniem dla polskiego Kościoła. Może stać się sygnałem szczerości, otwartości i umiejętności radzenia sobie z trudnymi problemami, szczególnie dla jego młodej części. Zaniechanie może się jednak stać powodem zgorszenia. Choć Kościół to ogół wiernych i duchownych - tym razem wszystko zależy od zachowania biskupów.

Koniec pielgrzymek papieskich zawsze przynosił zderzenie z normalnością i codziennością polskich problemów. Podobnie zdarzyło się i w ostatnich dniach, choć tym razem wróciliśmy nie tyle do codzienności, ile do zmagań z przeszłością. Od kilku dni Kościół i opinia publiczna wstrząsane są informacjami dotyczącymi dawnej działalności księży uważanych za autorytety. Tym razem opatrzność nie pozwala Kościołowi na odpoczynek po pielgrzymce, lecz od razu rzuca go w wir poważnych problemów i stawia przed koniecznością szybkiego reagowania w duchu ewangelii.

ZAUFANIE WARUNKIEM MIŁOŚCI

Wszystko zależy od determinacji Kościoła w zmierzeniu się z prawdą o nim samym. Trzeba pamiętać, że to właśnie młodzi związani z Kościołem Polacy są szczególnie wrażliwi na prawdziwość świadectwa osób kształtujących ich sumienia. Jeśli Kościół zawiedzie ich przywiązanie do prawdy w tej chwili, może bezpowrotnie stracić ich zaufanie i spowodować falę odejść od katolicyzmu. Problem nie polega bowiem tylko na pamięci, na mściwości czy wmawianej zwolennikom lustracji nienawiści. Przeciwnie, chodzi właśnie o miłość, która jest niemożliwa bez zaufania.

Co czuje dziś wierny, zamawiając mszę, mając podejrzenia, że proboszcz donosił na wiernych zamawiających msze w latach osiemdziesiątych? Jak spowiadać się u księdza, który z łatwością "ewangelizował" esbeków, wyjawiając im tajemnice krakowskiej kurii? Jak wreszcie słuchać pouczeń moralnych księży, którzy dali przykład zdrady? Jak wierzyć autorytetom, które zawiodły, i można podejrzewać, że ich postawa w wolnej Polsce może być tylko próbą usprawiedliwienia własnej biografii lub zamazania przeszłości? Jak wreszcie wierzyć w czyste intencje hierarchów w sytuacji, gdy w ostatnich latach nie zrobiono absolutnie nic, by poznać prawdę o przeszłości Kościoła?

SPRAWA UCZCIWOŚCI

Ostatnia papieska pielgrzymka, a szczególnie zjednoczony w pochmurne sobotnie popołudnie ponadpółmilionowy tłum młodych katolików na krakowskich Błoniach pokazały, że dziś polski Kościół ma przed sobą nową rzeczywistość, że wyraźnie widać zręby młodego Kościoła. Młodzi katolicy potrafią się bowiem wspólnie modlić ponad głębokimi podziałami politycznymi czy społecznymi. Byli na pewno wśród nich zwolennicy wszystkich partii reprezentowanych w polskim parlamencie, byli tam bogaci i biedni, z północy oraz z południa, z Torunia i z Łagiewnik. Wśród młodych znacznie mniej widoczne są stare podziały środowiskowe, tak różnicujące dziś katolików. Na Błoniach zauważyć się dało, jak toczące naszą rzeczywistość spory są papierowe, jak stają się nieistotne, jak stają się (niestety) częścią świata zewnętrznego wobec tych młodych katolików.

Dlatego jestem przekonany, że największym potencjałem polskiego katolicyzmu jest właśnie pokolenie młodych katolików, nazywane niekiedy pokoleniem JP2. Znamienne jest, że działa ono niejako równolegle do kościelnej hierarchii, jego siła bierze się raczej z mnóstwa oddolnych ruchów lokalnych lub regionalnych. Już żałoba po śmierci Jana Pawła II pokazała, że młody Kościół jest niezwykle podatny na działania spontaniczne i niezależne od hierarchów. Pokolenie to wzrosło w zasadzie bez wielkich autorytetów. Oczywiście był Jan Paweł II, lecz w rodzimym Kościele nie było duchownych choćby podobnych do wielkiego Karola Wojtyły.

Ruch ten możliwy jest również dzięki wysiłkowi młodych duchownych, którzy na jego rzecz ofiarnie pracują. Warto zwrócić uwagę na fakt, że ponad połowa polskich duchownych ma mniej niż 40 lat, a zatem stanowią oni całkiem nową generację duchowieństwa. Większość z nich decyzję o podjęciu powołania kapłaństwa podjęła w wolnej Polsce, już po 1989 roku, kierowana nowymi motywacjami, przeżywając nowe problemy. Pokolenie ma też zupełnie inny stosunek do przeszłości. Nie oznacza to, że lustracja jest mu obojętna. Wydaje mi się raczej, że jest ona sprawą uczciwości, świadectwa wierze i Chrystusowi, nie zaś sympatii politycznych czy środowiskowych porachunków.

MILCZENIE KURII

Kapitał, który - jak wierzę - tkwi w młodym Kościele, nie może zostać zmarnowany. Ujawnianie prawdy o przeszłości Kościoła może się dla niego okazać bardzo ważne. Albo hierarchia kościelna podejmie to wyzwanie i postanowi ukazać przykłady bohaterstwa księży, ale też i przekłady postawy judaszowej, stanie w prawdzie, by móc zająć się już wyłącznie problemami duszpasterskimi bez oglądania się w przeszłość. Albo też - na co niestety mogą wskazywać ostatnie decyzje - postanowi zamknąć teczki w archiwach oraz usta księżom, którzy chcieliby się do lustracji odnieść.

Byłaby to sytuacja katastrofalna i mogłaby spowodować odejścia od Kościoła podobne do tych, które miały miejsce w Irlandii, Austrii czy USA po uporczywym zatajaniu skandali obyczajowych. Milczenie kurii może też wszystkich przeciwników Kościoła utwierdzić we wszystkich stereotypach o nieczystym sumieniu Kościoła, o skrywaniu tajemnic. Kościół nie może sobie na to pozwolić w czasie równoczesnej walki z fałszami zawartymi w "Kodzie da Vinci".

MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI, Filozof, redaktor wydawanego przez Klub Jagielloński pisma "Pressje" Czytaj także
  • Dekalog lustracji
  • Świtoń: Agentom mówię nie
Aby odczytać cały artykuł prosimy wykupić dostęp bądź zalogować się.