Napięcia między pamięcią Polaków a pamięcią Żydów nie uda się zmniejszyć, postrzegając stosunki polsko-żydowskie wyłącznie w perspektywie niemieckich zbrodni. Uzdrowieniu pamięci nie przysłuży się też nieustanne straszenie "polskim antysemityzmem".
"To właśnie tu naród żydowski stał się sobą. Nie żył jak gość w cudzym domu, gość, który musi stale pamiętać o zwyczajach i nawykach gospodarza. Żydzi mieszkali tu swobodnie i bez maskowania się, poza domami tak samo jak wewnątrz nich..." stwierdził o Polsce Abraham Joshua Heschel.
Skutki prób zastąpienia pamięci polskiej przez pamięć żydowską analizował niedawno na tych łamach Tomasz Terlikowski. Trudno nie zgodzić się, że podobna operacja nie służy budowaniu dobrych relacji między naszymi narodami. Można także wątpić, czy wzrostowi zaufania między Żydami a Polakami sprzyja odżegnywanie się przez Polaków od współodpowiedzialności za niemieckie zbrodnie. Wątpliwości przybierają na sile, gdy do świadomości opinii publicznej docierają informacje o wynikach ankiety wśród kalifornijskich uczniów, przekonanych, że naziści byli Polakami, lub o zakończonej fiaskiem walce Michaela Preislera z oszczerstwami. Pojednaniu nie służy również postawa władz Izraela w sprawie ekstradycji Salomona Morela. Trudno się więc nie zgodzić z opinią Rafała Ziemkiewicza, że władze Rzeczypospolitej w wielu przypadkach wykazały się zbyt długo trwającą i zbyt daleko idącą pobłażliwością w podobnych sprawach.
DZIEDZICTWO HAŃBYPolskie społeczeństwo od lat wzywane jest do ekspiacji i samooczyszczenia pamięci. Spotykamy się z tezą, że sumienia wszystkich Polaków obciążają chuligańskie wybryki ONR, zorganizowany przez NKWD pogrom kielecki, a nawet rozpętana przez PZPR kampania roku 1968. Wielu rodaków, podążając za wskazaniem Jana Pawła II, odczuwa skruchę za haniebne czyny, których ofiarą padli nasi żydowscy bracia. Nie da się jednak w nieskończoność uciekać od pytania: czy ktokolwiek powinien dziś się wstydzić za Bermana, Romkowskiego, Wolińską-Brus i Morela? A może stawianie podobnych kwestii jest czymś z gruntu niewłaściwym i samo w sobie stanowi przejaw antysemityzmu?
Przekonanie o moralnej winie, kolektywnie obciążającej polskie sumienia, rozpowszechnione jest szczególnie wśród młodego pokolenia. Można się o tym przekonać odwiedzając internetowe fora dyskusyjne. Porażeni "zbrodniczym" dziedzictwem polskiej historii internauci manifestują głęboki wstyd z powodu swej kalekiej (czytaj: polskiej) tożsamości. Nie szczędzą gorzkiego sarkazmu, a nawet pogróżek pod adresem "moherowego społeczeństwa". Poczucie winy wielu owych młodych ludzi sięga tak daleko, że są oni gotowi kajać się za to, że jedynie 5 tysięcy Polaków uhonorowano tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.
RÓŻNIĆ SIĘ PIĘKNIE HISTORIĄHipertrofii polskiego sumienia towarzyszy brak elementarnej wiedzy na temat tysiącletniej obecności Żydów w Polsce. Przeciętny obywatel RP wie, że do drugiej wojny światowej Żydzi stanowili znaczny odsetek naszego społeczeństwa. Wiele mówi się również o unicestwieniu świata Żydów polskich. Mało kogo natomiast zajmuje kwestia, co sprawiło, że ów świat nie gdzie indziej, a właśnie tu zaistniał.
Jest prawdziwym paradoksem, że w kraju, który przez wieki stanowił azyl dla ściganych przez nienawiść wygnańców, przestrzeń publicznej debaty o polsko-żydowskich relacjach wyznacza wyłącznie dokonane przez Niemców ludobójstwo. Charakter i skala tej zbrodni odsunęły w cień wszystko, codziało się z Żydami wcześniej. Warto jednak podkreślić oczywistość, która dzisiaj bardzo często uchodzi uwadze zagranicznych dziennikarzy: Holokaust stanowi fragment historii stosunków żydowsko-niemieckich, a nie żydowsko-polskich.
Naszym najważniejszym zadaniem jest przywrócenie pamięci o wspaniałym dziedzictwie Polski Piastów i Jagiellonów, Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Kraju, w którym przez setki lat kwitło żydowskie życie religijne, szkolnictwo i kultura. Warto pokusić się o porównanie prawnej i faktycznej sytuacji Żydów w kraju nazwanym przez nich "Polin" (miejsce, w którym można odpocząć), z warunkami, jakie im stwarzano w dawnych Niemczech, Anglii, Francji, Rosji czy Hiszpanii. Ci, którzy utrwalają dziś na świecie stereotyp Polaka antysemity, zazwyczaj nie wiedzą, że w czasach, kiedy w całej Europie Żydów mordowano, rabowano, wypędzano, Polska była krajem, w którym mogli oni pielęgnować swą tożsamość i budować ekonomiczną prosperity. A także, że w wieku XIX 4/5 światowej populacji Żydów wywodziło się z Rzeczypospolitej.
ODKRYJMY ATLANTYDĘW wielu krajach obserwujemy wzrost zainteresowania historią. Ów pęd do odkrywania przeszłości jest świadectwem potrzeby konsolidacji wokół wartości, na których opiera się coraz chętniej afirmowane poczucie tożsamości wspólnotowej. Jeżeli maksymę o historii jako nauczycielce życia potraktujemy serio, dzieje Polski okażą się prawdziwą skarbnicą doświadczeń, z których można i należy czerpać. Warto dzisiaj tworzyć instytucje i programy, które następcom Normana Daviesa pozwolą podjąć badania nad parlamentaryzmem I Rzeczypospolitej, a także dziejami osiadłych na jej ziemiach Tatarów, Karaimów, Ormian oraz Żydów.
Europejskim politykom i samorządowcom warto przybliżyć fenomen autonomii Żydów polskich. Nie tylko historia Rady Czterech Ziem, niespotykanego gdzie indziej parlamentu narodu w diasporze, czeka wciąż na opisanie i popularyzację. Dziennikarzy, intelektualistów i polityków zarzucających polskiej tradycji genetyczną niechęć do starozakonnych warto zachęcać do studiów nad dziejami sztetli. Czy na mapach któregokolwiek z krajów starej Europy można znaleźć setki nazw miasteczek, w których na mocy wydanego przez władze przywileju obowiązywał zakaz osiedlania dla chrześcijan? A było to w czasach, kiedy Anglia przez ponad 350 lat w ogóle nie tolerowała Żydów w swych granicach. Historykom formułującym pod adresem Polski zarzut o "zatrzaśnięciu" Żydów w ramach poddaństwa, warto uświadomić, że na długo przedtem, nim królowa Wiktoria nobilitowała Mosesa Montefiore i Edmunda Rotschilda, całe żydowskie rodziny były w Polsce przyjmowane w poczet herbowej szlachty.
Wiedza o setkach lat historii Żydów w Polsce powinna przeniknąć do świadomości mieszkańców globalnej wioski. Warto postarać się, aby owa przeszłość zyskała status wspólnego dziedzictwa Europejczyków, Amerykanów, Izraelczyków. Doświadczenia tysiącletniej żydowskiej przygody z Polską mogą również stanowić antidotum na odradzające się upiory XX wieku. Przede wszystkim zaś powinny stać się trwałym elementem fundamentów, na których opiera się dialog międzynarodowy.
MICHAŁ TYRPA, Prezes Fundacji Paradis Judaeorum